Czy szukając miłości, odczuwasz presję bycia ciekawym i zasługującym na zainteresowanie? Masz wrażenie, że musisz grać kogoś, kim nie jesteś i wkładać maskę (tu wstaw: zgrywusa, niedostępnej panienki, luzaka lub własne określenie, które przychodzi Ci do głowy, gdy myślisz o swoim doświadczeniu z płcią przeciwną)?

Coraz częściej właśnie to słyszę od moich klientów. Jeśli też masz takie myśli, a do tego jesteś singlem, ten wpis przypadnie Ci do gustu. Dowiesz się z niego,  jak nawiązywać relacje, by były one autentyczne i oparte na wzajemnym zrozumieniu. Być może po jego przeczytaniu usłyszysz nawet, jak kamień spada Ci z serca. Zapraszam do lektury.

No dobrze, ale czym jest miłość? Po jakich obszarach my się właściwie poruszamy, gdy mówimy o miłości? 

Kiedy pracuję coachingowo z klientami, którzy szukają miłości, to oni sami zawsze znajdują własne odpowiedzi. Będąc w procesie coachingowym i mając dostęp do swoich zasobów, doskonale wiedzą, czym dla nich konkretnie miłość jest, a czym już nie jest. Niektórzy badacze zwracają uwagę na fizjologię uczucia miłości, twierdząc, że to „tylko” chemia i hormony. Niemniej jednak wiele kwestii nadal nie da się wytłumaczyć, np. dlaczego akurat ten, a nie inny człowiek powoduje wydzielanie w naszym mózgu całej machinerii biochemicznych reakcji. 

Myślę więc, że ciekawe może być dla Ciebie krótkie wprowadzenie teoretyczne, by mieć pełniejszy obraz. No bo w końcu: czy miłości uczą w szkole? Co prawda czytamy „Cierpienia młodego Wertera” czy „Romeo i Julię”, ale czy z tego typu edukacji wynika coś, co możemy odnieść do własnego życia w XXI wieku? (Hm, swoją drogą ciekawe, co pisaliby do siebie Romeo i Julia czy Filon i Laura, gdyby poznali się na Tinderze i korespondowali na czacie… A o tym, jak pisać i co robić, dowiesz się z dalszej części tego tekstu).

Przypomnę tutaj dwie koncepcje miłości, które wydają mi się najbardziej przystające do potrzeb współczesnego człowieka.  Można je łatwo odnieść do swojego życia i sprawdzić, czy to, co znamy z własnego doświadczenia, to miłość czy może zadurzenie lub zwyczajnie lubienie?

Intymność, zaangażowanie, namiętność 

Robert Sternberg, amerykański psycholog, i jego koleżanka po fachu, Karin Weis, są zdania, że aby miłość mogła być pełna (doskonała) potrzebne są trzy elementy, które będą występować w danej relacji jednocześnie. Chodzi o zaangażowanie, intymność i namiętność. Autorzy koncepcji podzielili się też dość ciekawym zestawieniem, pokazującym, jakie inne formy miłość może przybierać (lub z czym miłość może być mylona), gdy zabraknie któregoś z elementów:

  • lubienie: intymność, ale bez zaangażowania czy namiętności;
  • zadurzenie: namiętność, ale bez zaangażowania czy intymności;
  • pusta miłość: zaangażowanie, ale bez intymności czy namiętności;
  • romantyczna miłość: intymność i namiętność, ale bez zaangażowania;
  • niedorzeczna miłość: zaangażowanie i namiętność, ale bez intymności;
  • partnerska miłość: zaangażowanie i intymność, ale bez namiętności.

Można się zgadzać lub nie, ale trzeba przyznać, że to dość ciekawa koncepcja, prawda? Może zechcesz zrobić sobie małe ćwiczenie i zastanowić się, jak w Twoich relacjach wyglądały te trzy elementy? Jestem przekonana, że dzięki temu wyciągniesz unikalne dla siebie wnioski. 

Potrzeby a miłość

Inną, również interesującą koncepcją, podzielił się profesor socjologii, Panos D. Bardis. Założył on, że miłość rozwija się poprzez realizację trzech rodzajów potrzeb:

  1. fizycznych;
  2. psychologicznych;
  3. społecznych.

Gdy partnerzy zaspokajają swoje potrzeby w równej mierze i na wysokim poziomie, miłość może się udać. Gdy potrzeby zaspokajane są na niskim poziomie, bądź tylko niektóre z nich są zaspokajane, miłość jest niepełna, a w takiej relacji nie ma szans na satysfakcję.

Sądzę, że każda z tych koncepcji wnosi coś ciekawego, ale żadna nie wyczerpuje istoty rzeczy.

Bez względu na różne teorie i definicje, miłość jest uczuciem wyjątkowym i niepowtarzalnym dla każdego człowieka.

Język serca

Nie obchodzę hucznych Walentynek, ale za to przez kilka lat obchodziłam Dzień Singla, który wypada tuż po Dniu Zakochanych, 15 lutego. Z sentymentu do tej daty piszę ten post właśnie 15.02. I tak sobie myślę, że singiel to trochę taki przyszły zakochany, prawda? W tym roku może obchodzić swoje święto 15.02, a w przyszłym roku 14.02. Nigdy nie wiadomo. 

Wyobraźmy sobie taką dość typową sytuację, kiedy między kobietą i mężczyzną dochodzi do pierwszej randki. Przyjmijmy, że jesteś kobietą. Randka się udała. Zadzwonię, pada z ust tej drugiej osoby. Ale telefon milczy. O nie, nie zadzwonię, myślisz sobie, Niech on to zrobi pierwszy. Telefon działa w dwie strony, ale boisz się odrzucenia, więc nie robisz pierwszego ruchu. W końcu nikt nie lubi czuć się odrzucony. Czujesz strach, że mężczyzna już się nie odezwie i jednocześnie jesteś na siebie zła, że pewnie znowu coś zepsułaś. Emocje sięgają zenitu, a oczekiwania są podkręcone do granic możliwości. Strach plus gniew sprawiają, że jesteś podminowana i jedyne, na co masz ochotę, to rzucić oskarżenie: Miałeś zadzwonić! Co Ty sobie wyobrażasz, że ja siedzę tu i czekam na Twój telefon?! 

Inna sprawa, że przecież faktycznie siedzisz i czekasz. Ale próbujesz ukryć własną wrażliwość pod warstwą buntuTak naprawdę w głębi serca chcesz pozostać szczerą osobą, szczerą wobec siebie i szczerą wobec drugiej osoby. Tylko jak to zakomunikować? Jak to powiedzieć, co zrobić?

Tutaj z pomocą przychodzi nam język serca. Cóż to takiego? Pisuję o nim od jakiegoś czasu. NVC, czyli nonviolent communication, to tak naprawdę nie tyle sposób na komunikację, ile w ogóle na życie. Ale jest on też zawsze wyborem – wybierając go, wybierasz kontakt.  

No więc czekasz na telefon, ale nie chcesz się do tego przyznać, bo by wyszło by na to, że za bardzo Ci zależy.

Czy nie lepiej byłoby w tej sytuacji odrzucić te wszystkie sztuczne nakazy, zakazy, powinności i szczerze powiedzieć, co czujesz? 

Język serca – tak jak każdy język – ma swoją gramatykę. Może Ci się on wydawać na początku sztuczny, ale gdy zaczniesz go używać, zauważysz zmianę w jakości komunikacji. A oto podstawowe 4 kroki do kontaktu:

  1. powiedz, co widzisz, 
  2. zapytaj o uczucia,
  3. zapytaj o potrzeby,
  4. sformułuj prośbę.

Prosto z serca, czyli jak?

Czasem ludzie uważają, że bycie szczerym polega na mówieniu różnych rzeczy prosto z mostu. Intencja jest zapewne pozytywna, ale – wypełniona nieprzemyślaną treścią –bywa raniąca. Czy nie lepiej byłoby mówić prosto z serca? Zobaczmy, jak mogłoby to wyglądać w praktyce, w takiej sytuacji jak opisałam powyżej.

Nie musisz od razu dzwonić, możesz np. napisać SMS-a. Jeśli zechcesz użyć gramatyki języka serca, może to wyglądać na przykład tak: Cześć, jak się masz? Umówiliśmy się na telefon w sprawie spotkania, ale dość nieprecyzyjnie i nie wiadomo, kto miał się pierwszy odezwać. Czuję się lekko zdezorientowana, ponieważ wyobraziłam sobie, że nie dzwonisz, bo nie masz ochoty na kolejne spotkanie. Chciałabym wiedzieć, jak jest naprawdę. Możesz mi napisać, co o tym myślisz?

A teraz przyjrzyjmy się temu bliżej w kontekście 4 kroków:


  1. Obserwacja
    : stwierdzasz fakt
    Umówiliśmy się na telefon w sprawie spotkania, ale dość nieprecyzyjnie i nie wiadomo, kto miał się pierwszy odezwać. 

  2. Uczucie
    : mówisz, co w związku z tym czujesz
    Czuję się lekko zdezorientowana. 

  3. Potrzeba
    : nazywasz potrzebę, prawdopodobnie chodzi o potrzeby bezpieczeństwa i zaufania
    Chciałabym wiedzieć, jak jest naprawdę. 

  4. Jasno sformułowana prośba
    :
    Możesz mi napisać, co o tym myślisz?

Proste, prawda? 🙂

Na początku ta gramatyka może wydawać Ci się sztuczna, a nawet śmieszna. Ale wyobraź sobie, że to Ty dostajesz takiego SMS-a? Jak się czujesz? Nie wydaje Ci się, że po drugiej stronie telefonu masz osobę świadomą siebie, potrafiącą wyrażać swoje emocje i potrzeby, ceniącą siebie, a do tego szanującą również Ciebie? Taka osoba nie oczekuje. Ona mówi o sobie. Jest szczera. I jest ciekawa Twojego zdania, czyli otwarta na dialog. 

Język empatii warto stosować również, a może nawet przede wszystkim, wobec samego siebie, według tej samej gramatyki.

W tej opisanej powyżej sytuacji mogłoby to wyglądać tak:


  1. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie, ale nie wiadomo, kto ma się odezwać pierwszy.

    Obserwujesz sytuację:
    stwierdzasz fakt.

  2. Irytuje mnie to, jestem na siebie zła, że nie dopytałam, co to znaczy i kto pierwszy, i w ogóle to pewnie znowu coś schrzaniłam, i on już się nie odezwie.

    Analizujesz swoje uczucia:
    czuję irytację, złość, strach i rozczarowanie.

  3. Chętnie bym mu wygarnęła, co z niego za facet, że pierwszy nie dzwoni, ale przecież wyjdę na wariatkę, no tak, jak zwykle to samo z tymi niezdecydowanymi facetami!

    Analizujesz swoje potrzeby: chciałabym poczuć się bezpiecznie i móc ufać drugiej osobie, z którą tak dobrze się czułam na spotkaniu.

  4. Coś muszę z tym zrobić!
    Co mogę z tym zrobić? – na spokojnie analizujesz sytuację, znając już swoje uczucia i niezaspokojone potrzeby, i na tej podstawie możesz zareagować spokojnie, adekwatnie i świadomie.

    Być może zauważasz to również u siebie, że w momencie analizowania swoich uczuć i potrzeb często przyklejają się do nich oceny (znowu coś schrzaniłam), przekonania (jak zwykle to samo z tymi niezdecydowanymi facetami) i „czytanie w myślach” (on już się nie odezwie). W toku takiej analizy warto zauważyć, co jest czym i nie brnąć w ocenianie i krytykowanie siebie oraz innych. Lepiej skupić się na tym, co dalej można z tym zrobić. 

Komunikat od Ja

Kiedy przydarzy Ci się sytuacja, w której kompletnie nie będziesz rozumieć drugiej osoby, a w języku serca nie będziesz się jeszcze czuć dość swobodnie, wypróbuj tzw. komunikat od ja. Co to znaczy? Mówisz o sobie, a nie o kimś. 

Ale pleciesz trzy po trzy. W ogóle nie można Cię zrozumieć!
vs.
Nie rozumiem. Możesz mi to jeszcze raz wytłumaczyć?

W tym drugim wariancie mówisz o sobie („ja tego nie rozumiem”), a nie o tej osobie, jaka ona jest („plecie trzy po trzy”, czyli – w podtekście – pewnie głupia i nierozgarnięta). Czujesz różnicę, prawda?

W komunikacie od ja chodzi o powstrzymanie się od nawykowego oceniania: Jak możesz tak myśleć/mówić?!  


Zamiast mówić drugiej osobie, jaka ona jest, mówisz to, co Ty w związku z tym czujesz.  

Temat jest bardzo pojemny, a coaching relacji to jeden z moich ulubionych tematów. Mam w tym zakresie bardzo wiele do powiedzenia i mogłabym tak pisać bez końca. Kiedyś jednak trzeba postawić kropkę, ponieważ artykuł powinien mieć objętość możliwą do przyswojenia za jednym czytaniem. Kończę więc z pytaniem – czy to się przyda?

A jeśli chcesz dowiedzieć się o wiele, wiele więcej, umów się na indywidualną sesję coachingową, osobistą w Warszawie lub Gdańsku, lub online (np. Skype). Zobacz też, co na temat coachingu relacji napisała moja klientka po 10 spotkaniach ze mną – „Co mi dał coaching relacji?”.

 

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Dominika

    Przeczytałam Twój intrygujący artykuł.
    Czuję przypływ inspiracji.
    Potrzebuję więcej takich wartościowych treści.
    Proszę, pisz do mnie jeszcze.
    Pozdrawiam:)

    • Magdalena Gołda

      Ja również czuję przypływ inspiracji (do pisania), gdy czytam takie komentarze 🙂 Dzięki! do następnego tekstu 🙂

Odpowiedz